Przemysław Jędrowski – TUU https://lesma.org TUU jest magazynem skupiającym się na ludziach, miejscach, wydarzeniach związanych z Poznaniem i Wielkopolską. Pokazujemy Wielkopolskę wciąż intrygującą i pełną energii, w której chce się być! Przedstawiamy niezwykłe miejsca, ciekawe wydarzenia, a przede wszystkim inspirujących ludzi związanych z naszym regionem. Tych, których mijacie na ulicy nic o nich nie wiedząc, których kojarzycie tylko z widzenia i tych, o których usłyszał już świat. Skracamy dystans, by móc z bliska przyjrzeć się temu jak żyją i co robią. Opowiadamy historie, które nas ujmują oraz intrygują, bo codzienność może być zachwycająca. Wystarczy się jej przyjrzeć — TUU i teraz. Tue, 09 Apr 2024 15:59:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.5.7 https://lesma.org/wp-content/uploads/2016/08/cropped-tuu-krzyzyk-www-01-32x32.png Przemysław Jędrowski – TUU https://lesma.org 32 32 Solaris https://lesma.org/solaris/ Sun, 24 Jun 2018 16:50:41 +0000 http://lesma.org/?p=862 Ciepłe morze i niekończące się lato. Darmowe jedzenie, długowieczność i nieskrępowany seks. A na deser zbiorowa świadomość i halucynacje. Zagubiona kolonia japońskich hipisów gdzieś na Pacyfiku? 

 

Nic z tych rzeczy. To krótka charakterystyka Wielkiej Rafy Koralowej leżącej u północno-wschodnich wybrzeży Australii. Największej i najstarszej komuny żyjących istot na Ziemi. Naprawdę wielkiej, bo liczącej ponad 2300 km, jedynej zwierzęcej struktury widzialnej z kosmosu. I naprawdę starej, jej historia liczona jest w geologicznej skali dziesiątków milionów lat, z koralowcami rodzaju Leiopathes żyjącymi po 4200 lat. 

 

Do powszechnej świadomości Wielką Rafę Koralową wprowadził James Cook. W trakcie swojej pierwszej wyprawy dookoła świata na pokładzie His Majesty’s Bark „Endeavour”, 11 czerwca 1770 roku po prostu wpłynął na mieliznę. Spojrzał pod nogi, a właściwie pod wodę, i ją odkrył. Nie bardzo wiedział co, ale odkrył i zapisał się. W dzienniku pokładowym. A na pamiątkę niefartu pobliski, australijski przylądek nazwał Cape Tribulation. I tu rzeczywiście zaczęły się kłopoty. Dla rafy rzecz jasna. Niedługo potem, jakieś 200 lat później, biolodzy, nurkowie, płetwonurkowie, prawnicy i stomatolodzy na wczasach zaczęli ją gromadnie nagabywać. 28 milionów lat spokoju, a tu proszę: zbiorowa inwigilacja, odłupywanie i straszenie żyjących w ścisłej zależności korali, glonów, polipów, ukwiałów, ryb, żółwi, waleni i krylu. Dlatego rafa zaczęła się zmieniać, a jej zbiorowa świadomość działać. I tu pojawia się pewna teoria: jeśli taki koralozwierz żyje kilka tysięcy lat i główkuje z kumplami, a niektóre z jego 350 gatunków nawet wyglądają jak mózgi, to taka drużyna nerdów musiała coś wykombinować. I na pewno próbuje zahakować wrogi system. Czyli nas, „człowieków”.

 

Analizując ul i życie pszczół, Maurice Maeter-linck pisał w 1901 roku o „śladzie prawdziwej inteligencji”. Zafascynowany doskonałą społeczną strukturą i skutecznością działania tych owadów uważał, że dzięki temu, jako ludzie i istoty myślące, możemy się czuć mniej samotni. Sęk w tym, że my nie potrzebujemy towarzystwa. A tym bardziej konkurencji. Przez ostatnie 100 lat z okładem wiele zmieniło się w naszym postrzeganiu świata i Wszechświata. Jednak nadal pozostajemy mistrzami zbiorowej iluzji. Wciąż zakładamy, że Ziemia jest wyjątkowa. A na niej absolutnie wyjątkowi są ludzie. Niby wiemy, że jesteśmy jakimś tam paproszkiem w kosmosie. Ogarniamy, że Układ Słoneczny to dalekie peryferia Drogi Mlecznej, a nasza galaktyka leży na zadupiu znanego nam uniwersum. Ale i tak wszystkimi zwojami ludzkości kombinujemy, jakby to zrelatywizować. Wszechświaty równoległe, bąblujące wymiary, mosty Einsteina-Rosena, zaginająca się czasoprzestrzeń. Wszystko, żeby tylko dowieść, że jednak mieszkamy w centrum, i że jesteśmy najfajniejsi w okolicy. Albo przynajmniej jednymi z tych bardziej. 

 

Maeterlinck w zbiorowej inteligencji pszczół, mrówek, termitów i roślin rozpoznał równoprawnych partnerów. Upatrywał w tej analogii drogi do naturalnego połączenia przyrody z cywilizacją ludzi. Nie wziął jednak pod uwagę, że homo sapiens to gatunek narcystyczny i destrukcyjny. Że „świat to za mało”, a nasz zbiorowy popęd śmierci zagraża całej planecie. Na szczęście taka np. Wielka Rafa Koralowa to wrażliwy, złożony i bardzo dojrzały ekosystem. Jeden z najstarszych na Ziemi. Z pewnością ma też swoje obronne know-how i koneksje. Osobiście wierzę w koncepcję myślącego oceanu Stanisława Lema – istoty zbiorowej, złożonej z zyliardów organizmów o kolektywnej świadomości. Ekosystem raf koralowych jest być może jego wersją. Naszą, a jednak obcą inteligencją, z którą, jak w „Solaris”, nie możemy się porozumieć. Podobnie sprawa wygląda z roślinami na lądach. Istnieje teoria, że duże skupiska drzew, które, co udowodniono, komunikują się ze sobą i ostrzegają przed szkodnikami, wykryły człowieka jako patogen. I zaczęły się bronić. Jak? Emitując więcej niż zwykle związków węgla do atmosfery. W długiej perspektywie daje to efekt globalnego ocieplenia, zmian klimatu i zagłady ludzi. Szach mat.

 

Od początku lat 80. XX wieku rozpoczęły się cykle bielenia Wielkiej Rafy Koralowej, powtarzające się w różnych sekwencjach. Tak jak pszczoła w desperacji żądli i ginie, tak koralowce umierają, wysyłając swoje SOS. Zmieniając kolor co kilka, kilkanaście lat, nadają w kosmos wiadomość. Czekają. Do pełnej destrukcji rafy zostało podobno mniej niż 100 lat. Zdążą? 

 

 

znak-01

Przemysław Jędrowski,

z wykształcenia technik leśnik i historyk sztuki. W praktyce najemnik i miłośnik słowa: komercyjnie tworzy komunikacje marek i jeszcze więcej o nich mówi. Komentuje sztukę nowoczesną i dawną. Czasami rozmawia z artystami, których lubi i którzy jeszcze żyją. Coś pisze o przyrodzie. Czyta dużo i różnie. A najchętniej żegluje jak najdalej, nie mówiąc nic.

]]>
Le Cachalot https://lesma.org/le-cachalot/ Wed, 25 Apr 2018 15:00:37 +0000 http://lesma.org/?p=820 Podobno organ nieużywany zanika. A bardzo używany? Wprost przeciwnie, jak sądzę.

 

Nie znam wielu dowodów z przyrody, ale jeden, jak najbardziej. I tu – cały na biało – pojawia się Herman. Nie, nie aligator z „Hydrozagadki” od „Torpedo los!!”. Ten od literatury, Melville – „Moby Dick, czyli biały wieloryb”. Dla mnie twórcą i tworzywem tej historii zawsze był kaszalot. Lewiatan stu imion: le cachalot, olbrotowiec, sperm whale, potwal spermacetowy, Physeter macrocephalus. Największy zębowiec i żyjący na Ziemi drapieżnik. A co istotniejsze, posiadacz największego mózgu wszech czasów. O jego używaniu świadczy wiele – skomplikowany system echolokacji, tajemniczy system dźwięków, skuteczne ukrywanie przed człowiekiem i mediami społecznościowymi własnego życia intymnego, ekstraordynaryjne zwyczaje społeczne czy wreszcie bezkompromisowe dążenie do sławy i abstrakcyjne wygłupy.

 

Jak szewc Herostrates, który chcąc zapisać się w dziejach, spalił w 356 roku przed naszą erą świątynię Artemidy w Efezie, tak, nieznany z imienia kaszalot w 1820 roku, w pobliżu Wysp Pitcairn na Pacyfiku zatopił amerykański statek „Essex” o długości 27 metrów i wyporności 240 ton. Pewnie założył się z kumplem, o czteropak głowonogów, że co, że on nie da rady? Nie można też wykluczyć osobistej urazy, bo to wielorybniczy statek był. Tak czy siak, Grek i waleń osiągnęli swój cel – szewca opisał i uwiecznił Pliniusz, a kaszalota Herman Melville. Cwaniaczek był albinosem, zwierz nie pisarz, więc zawsze będzie wiadomo, o którego chodzi. My pamiętamy go jako Moby Dicka. Tak się tworzy nieśmiertelność. 

 

Kaszaloty to wielkie oryginały. Wyglądają jak żywe u-booty: głowy mają prostokątne, pyski tępe, a cielska masywne, zwarte i szarostalowe. Rosną do 20 metrów długości i osiągają 75 ton wagi. Nie jedzą też byle czego. A w szczególności tego, co przypłynie. Żaden kryl czy plankton. Skoro ma się taki mózg, to się wie, co to prawdziwy sea food. Dlatego przepadają za kałamarnicami, zwłaszcza tymi kolosalnymi, które ważą po pół tony i mają 10-metrowe macki. Nurkują za nimi na rekordową głębokość 3 kilometrów. Tam się trochę poobściskują, pomackują i kolacja podana. Z muzyką na żywo oczywiście, ponieważ kaszalot to najbardziej umuzykalniona istota na naszej planecie. Ma najczulszy organ słuchu wśród zwierząt (wśród roślin i grzybów też) oraz wyjątkowy instrument, jaki tworzy jego ogromna głowa-pudło rezonansowe, wypełniona oleistym spermacetem. Grając jego poziomami, jak na wodnych organach, pan waleń śpiewa, akompaniuje i uwodzi. Skutkiem tego permanentnie żyje w poligamii. Szekspir zapytałby przy okazji: dużo partnerek, dużo używania, duży mózg? Czy może: duże organy, dużo partnerek? 

 

Nie odbieramy i nie rozróżniamy większości tych podwodnych treli. Słyszymy je jak stary Beethoven własne symfonie – nie za bardzo. I w swoim ignoranctwie potrafimy tylko odnotować, że gdy zechce, kaszalot może wydać dźwięk zagłuszający startujący odrzutowiec. A ja myślę, że to klasyczne: „Nie chce mi się z wami gadać”.

]]>
Upupa epops https://lesma.org/upupa-epops/ Tue, 09 Jan 2018 14:25:57 +0000 http://lesma.org/?p=747 Widzę dudka. Taki czubek to nie do pomylenia jest. Przysiadł, rozłożył pióropusz i spojrzał bokiem na świat. Zadziwiony jakiś. Zaniepokojony. Że zimno, a on ciepłolubny przecież, i że kamuflaż mu trochę nie wyszedł. Jakby chciał powiedzieć: „Te moje piórka pomarańczowe z czarnym i białym to raczej do Owernii niż Owińsk pasują”. Ale to pozory. Zwyczajnie świruje. Jest przecież u siebie. Strzelił czubkiem i się przesiadł. Tu jest zameldowany, ma gniazdo i dokarmiał niejedną dudkową. I ma prawo być takim kosmitą, jakim go stworzyła matka. Natura oczywiście. Szczególnie tu, na terenie Krajowego Zakładu Psychiatrycznego, a wcześniej Provinzial-Irren-Heilanstalt zu Owinsk. Od 1838 mieszkali tu wyłącznie wystrychnięci na dudka i tacy, dla których zabrakło szufladki w poukładanym, nudnym świecie. Wszyscy oni żyli w wielohektarowym parku i neogotyckim kosmosie, który upupiał i uwznioślał zarazem. Dudek, Upupa epops jest więc w swoim domu. Domu wariatów.

 
Zwinął irokeza, upupnął – taki dźwięk wydaje – podciągnął podwozie i poleciał tym swoim pijanym lotem. Bo żeby tak normalnie, to nie. Co on sójka jakaś czy kos? To przecież ornitologiczne UFO. Chroniony rarytas, haute couture w barwie, kroju i polocie. Paź królowej bardziej niż szpak. No to lata jak motyl, żeby było jeszcze bardziej hipstersko. Na Majorkę, Lazurowe Wybrzeże, do Neapolu lub innej Katalonii. Może jeszcze Peloponez. Prawdziwy lot nad kukułczym gniazdem. A raczej jego ruinami, bo zakład przestał istnieć z końcem wojny. Wcześniej, jako ordynator, ostatnie lata pracy spędził tu Karol de Beaurain, wybitny psychiatra, psychoterapeuta i przyjaciel Witkacego. Ten pionier polskiej psychoanalizy został pochowany w Owińskach w 1927 roku. Witkacy dedykował mu „Niemyte dusze” i, choć ironizował, że lekarz traktował go jak „eksperymentalną świnkę morską”, pisali ze sobą całe życie.

 
A dudki wrócą. Do wierzb z dziuplami, krowich pastwisk i ceglanych, opuszczonych budynków. Tu zamieszkają z duchami wariatów i zakonnic. A że na południu all in­clusive? Co z tego? Tu żyją mocno i kolorowo. Z postawionym czubem.

]]>
bufo bufo https://lesma.org/bufo-bufo/ Thu, 19 Oct 2017 11:17:14 +0000 http://lesma.org/?p=702 Oto jest ropuch. Dorodny i aksamitny. Biologicznie bezkompromisowo piękny. Pan swojego świata oraz dziesięciu centymetrów. Świadomy czaru swoich wszystkich brodawek. Kwintesencja czystości i piękna natury. On, ropucha szara. Gdyby był Apaczem, nosiłby imię „Oddychający jak sobie chce”. Teraz np. przez skórę. Przez płuca też potrafi, ale dla szpanu wymienia od niechcenia gazy przez wilgotną powłokę – taka super moc od ewolucji lub demiurga (niepotrzebne skreślić). A jak był baby ropuszką, czyli kijanką w bajorku obok, to filtrował wodę przez skrzela. W ten sposób wystawia okolicy najwyższy standard czystości. Ponieważ, jak każdy płaz, ma dużą wrażliwość na bodźce chemiczne i gdy jest zbyt toksycznie, po prostu wymięka i zanika. Jako gatunek, albo i cała gromada. Już dziś są w Europie takie miejsca, gdzie nie uświadczysz płaza. Ani gada. Choć te ostatnie nie biorą do siebie tak szybko pestycydowych aluzji. Tak generalnie mniej kumają. Może na bardziej kosmicznym poziomie odbierają? Jakiś meteoryt 65 milionów lat temu, jakaś nuklearna zima i w końcu załapały, że to już nie ich eon, że czas ze sceny zejść – niepokonanym. Triceratopsy, ichtiozaury i inne diplodoki. Nieprzekonane, ale zeszły. Do dziś trwają ekshumacje, żeby ten akt w dziejach poskładać do kupy. Ale do żaby. Siedzi centralnie w środku krateru D, w rezerwacie przyrodniczo-astronomicznym Meteoryt Morasko. Jak na kosmicznej scenie. Podwójnie klasycznej: bo ma już 5000 lat – wtedy dupnął meteoryt – i po starogrecku, amfiteatralnej. To jakaś aluzja? Z ropuchą w charakterze tragicznego chóru gadziego zniszczenia? Płazio-gadzia wojna na skojarzenia? No, nie wiem.

 

Ropuch bezgłośnie się nadyma. Zadowolony z atencji, daje się podziwiać. Ale w końcu czemu się tu dziwić. To Bufo bufo, w sumie Buffo. Teatralny bufon pierwszej klasy, członek rodziny Bufonidae. Narcyz doskonały. Godny każdej sceny i osobnej bajki. Puszy się i pławi we własnej osobie. Jest gotowy. Ustawia lepszy profil. Czeka. Trochę się waham – całować czy nie całować?

]]>
Dama Dama https://lesma.org/dama-dama/ Tue, 15 Aug 2017 10:56:33 +0000 http://lesma.org/?p=616 Stoi. Patrzy i przeżuwa. Gdyby mógł to dłubałby w nosie. Ale to parzystokopytny, więc nie może. I nic nie kuma, bo ssak. My też stoimy. Na drodze nr 196 na Wągrowiec. Popatrz jaka ładna sarenka! To nie sarenka, to byk daniela. Jakiego daniela? Taki gatunek – daniel, Dama dama. No to byk czy dama? Facet ale taki metroseksualny – jeleniowaty pekińczyk, sprowadzony dawno temu do Europy, bo ładny. Z Azji Mniejszej. No rzeczywiście, śliczny: poroże jak wieszaki na biżuterię, białe plamki na beżowym, taki smukły, i te jego wilgotne oczy. Trochę Bambi, trochę gazela. A dlaczego on tak stoi na środku drogi? Bo to jego teren, no i nie jest najmądrzejszy. Daniele od wieków żyją na swobodzie, ale u nas przede wszystkim były hodowane w zwierzyńcach dla szpanu. Chów wsobny, rozumiesz. Piękno ma swoją cenę. O, poszedł.

 

A skąd przyszedł? Stąd. Z Puszczy Zielonki. W Wielkopolsce od końca XVIII wieku mieszkała niemiecka rodzina von Treskow. To właśnie im przypadły cysterskie dobra w Owińskach po pruskiej sekularyzacji zakonu w 1797. Tam też, vis-à-vis klasztoru, nowobogaccy ziemianie i bankierzy z Berlina, wybudowali w 1806 klasycystyczny pałac – pokazówkę, ze stawem na dzień dobry, podjazdem i doryckimi kolumnami wg modnego berlińskiego stylu. A jak pałac, to i park. Z bramami, mostkami i zwierzyńcem oczywiście. W roli głównej rodowego bestiarium obsadzono daniela. Dobrze komponował się z pseudogreckimi detalami i fryzem o pompejańskich motywach. Tę klasyczno-germańską sielankę zakończyli w 1945 czerwonoarmiści z pepeszami na sznurkach. Daniele poszły na ruszt i w las (stąd ich liczna obecność w Puszczy Zielonce). Pałac stoi do dziś, a Dama dama stoi przy szosie.

]]>