artysta – TUU https://lesma.org TUU jest magazynem skupiającym się na ludziach, miejscach, wydarzeniach związanych z Poznaniem i Wielkopolską. Pokazujemy Wielkopolskę wciąż intrygującą i pełną energii, w której chce się być! Przedstawiamy niezwykłe miejsca, ciekawe wydarzenia, a przede wszystkim inspirujących ludzi związanych z naszym regionem. Tych, których mijacie na ulicy nic o nich nie wiedząc, których kojarzycie tylko z widzenia i tych, o których usłyszał już świat. Skracamy dystans, by móc z bliska przyjrzeć się temu jak żyją i co robią. Opowiadamy historie, które nas ujmują oraz intrygują, bo codzienność może być zachwycająca. Wystarczy się jej przyjrzeć — TUU i teraz. Tue, 09 Apr 2024 15:59:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.5.7 https://lesma.org/wp-content/uploads/2016/08/cropped-tuu-krzyzyk-www-01-32x32.png artysta – TUU https://lesma.org 32 32 Alicja Biała https://lesma.org/alicja-biala/ Wed, 25 Apr 2018 13:55:14 +0000 http://lesma.org/?p=809 Kwestionariusz twórczego zachowania.

 

1. Twórca

Ja, Biała, dzień dobry. Postać fikcyjna, internetowa. Czasami ujawniam się w życiu rzeczywistym. Obecnie studiuję sztuki wizualne na The Royal College of Art w Londynie. Pisać mogłabym długo i w kilku kierunkach, co robię i czego nie robię, absolutnie. Zainteresowanych odsyłam więc w odmęty internetów. Alicja Biała, Biała Alicja. Tam jest wszystko, z czego jestem dumna i czego się wstydzę.

 

2. Dzieło

Trochę mi się tego już urodziło. Z moich, naszych, najbardziej ukochanych – to obecnie „POLSKA (wiązanka pieśni patriotycznych)”. Jest to autorski wybór wierszy Marcina Świetlickiego, który powstał z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Zobrazowania Ojczyzny podjęłam się z narażeniem reputacji, tudzież życia, ja. Wydał to cudo Jarosław Borowiec, człowiek mądry i odważny. Nota bene – kto nie zna jego Wydawnictwa Wolno – proszę natychmiast się zapoznać, bo niespotykanie ładne rzeczy robi. 

Moje prace o Polsce to cykl kilkudziesięciu prac wykonanych w technice fotomontażu, złożonych z symboli, motywów i emblematów budujących zbiorową tożsamość Polaków. 

Obecnie w Poznaniu, w Galerii Ego, można oglądać tę serię, jeszcze przed przeprowadzką do Warszawy i innych miast. Kto nie widział, zapraszam. 

Na wystawie zaprezentowaliśmy zarówno prace reprodukowane w ksią-żce, jak i te, które do niej nie trafiły. 

Są więc niespodzianki. Proszę obejrzeć sobie tę pozycję, zobaczyć wystawę, poczytać, pomyśleć. Polska tego potrzebuje.

 

3. Cel

Nic znów takiego. Głównie bogactwo, harem i życie wieczne. (W sensie nieśmiertelność w bibliotece, a nie jakieś tam zielone pastwiska, oczywiście.)

 

4. Piękno

Starsze sexy panie z siwymi włosami.

 

5. Radość

E, przereklamowana. 

 

6. Rytm

Nie mam. Powtarzalność jest przerażająca.

 

7. Moje miejsce

Też nie mam. I to mnie chyba definiuje – brak zasiadywania się. Mam kilka miejsc, nie mam miejsca jednego. Są dziuple, do których uciekam. Jedna jest pod Poznaniem, nazywa się Łoskoń Stary. Mieszka tam moja Stepująca Babcia (step-grandmother) i Dziadek z brodą.Tu planujemy co dalej, jeśli zdarza mi się nie wiedzieć. 

Zazwyczaj jednak moje miejsce jest tam gdzie ja, czyli w różnych dziwnych miejscach; w Himalajach, w Los Angeles, w Indiach, w Londynie, w Nowym Yorku. Nie mam tendencji do przesiadywania.

 

8. Ja

A to nie było na początku?

 

PS

Książki proszę czytać, nie jakieś ze mną wywiady (bez pytań, o zgrozo), kulturą interesować się. Jak jakaś stara kobieta mówię, ale chyba trzeba to jednak w kółko powtarzać.

]]>
Będę robił wszystko https://lesma.org/bede-robil-wszystko/ Sun, 22 Apr 2018 13:17:09 +0000 http://lesma.org/?p=801 Skąd bierze się pomysł na płytę? Znienawidzone przez muzyków pytanie. A przecież odpowiedź może być piękna. U Wojtka Grabka, zwanego po prostu Grabkiem, wszystko zaczęło się od zdjęcia Ziemi i Księżyca widzianych spomiędzy pierścieni Saturna, zrobionego przez sondę Cassini. A potem był zeszyt nutowy, nagrania w piżamie i tak wypełnił się „Day One”.

 

Opis z Wikipedii oznajmia: polski multiinstrumentalista, kompozytor, twórca muzyki elektronicznej. Kim według Grabka jest Grabek? Lubię upraszczać sprawy. Odpowiem więc, że jestem po prostu muzykiem. Nie zagłębiam się w to, czy jestem bardziej instrumentalistą, wokalistą czy producentem – to są technikalia. Od samego początku staram się odnaleźć wśród różnych etykiet, które stopniowo się do mnie przyklejają, raz nawet bezskutecznie próbowałem coś usunąć na Wikipedii. Porównywano mnie już do Thoma Yorke’a czy do Radiohead – oczywiście bardzo ich cenię, ale jeśli miałbym optować za jakąś etykietą, to wystarczy po prostu muzyk.

 

Nie dajemy się zbić z tropu tym skrótowym podejściem do sprawy. Podsyca ono wręcz naszą dociekliwość. Nurtuje nas szczególnie sześcioletnia twórcza cisza, która zapadła u Grabka po pierwszych dwóch płytach. Pomiędzy drugą a obecną płytą nie robiłem nic związanego z muzyką. Sparzyłem się trochę na moich wyobrażeniach wobec show-biznesu. Miałem w głowę bajkę, że to wszystko jest takie piękne, ludzie cię kochają, media cię kochają, ale czar szybko prysł. Poza tym jestem bardzo rodzinnym człowiekiem. Dwunastoletnia córka Grabka na spotkanie przyszła razem z tatą. Możliwe, że niekoniecznie z własnej woli, ale radzimy sobie i w miłej atmosferze prowadzimy naszą rozmowę. Czasem tylko Lili badawczo spogląda na ojca, czy jest pewien, że chce powiedzieć, to co mówi. Nie chciałem obudzić się w wieku czterdziestu paru lat i stwierdzić, że nie znam swojego dziecka, bo nie było mnie w ważnym okresie jej dorastania. Następuje dłuższa pauza, chwila namysłu… I żona. Tak, żona jest ważna. Ewidentnie w tej sześcioletniej przerwie musiałem sobie pewne rzeczy w głowie poukładać. Śmiech. Dzięki temu do trzeciej płyty podchodzę z zupełnie innym nastawieniem. A właściwie bez nastawienia i bez oczekiwań. Oczywiście mam pewien plan, ale jest on bardzo organiczny. Nie mam parcia na scenę, na media. Nie buduję w głowie żadnej wielkiej trasy koncertowej, jak to miało miejsce przy poprzednich płytach. Wydaje mi się, że zrobiłem fajną rzecz i chciałbym, żeby dotarła do jak największej liczby osób, ale najlepiej własnym torem. Nie wiem, czy to się uda. Żyjemy w dziwnych czasach, potrzebujemy określonych etykiet, żeby wiedzieć, co kupić i czego posłuchać, co jest OK, a co nie. Nie wiem, czy taki niemedialny i nieradiowy Grabek się w to wpisze.

 

Uspokajamy Grabka, że TUU na pewno się wpisze i znajdzie wygodne miejsce na stronach magazynu. Mimo że sam chciałby poprzestać na słowie „muzyk”, nalegamy, aby odpowiedział na pytanie, jak określiłby muzykę, którą tworzy. Długo nie wiedziałem, jak ją nazwać, ale na szczęście już wiem, co robię. Śmiech. To post classical experimental ambient. Otwieramy szeroko oczy i prosimy o wyjaśnienie każdego elementu krok po kroku. Post classical wynika z tego, że moją edukację muzyczną zacząłem standardowo – od szkoły muzycznej w Katowicach, w której zresztą od 53 lat uczy moja mama.Tam wszedłem na ścieżkę skrzypiec, liznąłem trochę pianina, ale skończyłem na szkole średniej. Jak mówiła moja mama, byłem bardzo zdolny, ale też strasznie leniwy. Badawcze spojrzenie Grabka na córkę, czy słucha tego fragmentu rozmowy. Nie słucha. Uff. Mama nie widziała mnie dalej w reżimie, który czeka każdego muzyka klasycznego. Poświęciłem się więc językom obcym i skończyłem studia na skandynawistyce. Miałem chyba 16 lat przerwy od skrzypiec. Post klasycyzm odnosi się do tego, że jednak, mimo lenistwa, bardzo dużo wyniosłem z klasycznej edukacji muzycznej. Fascynuje mnie minimalizm. Góreckiego uwielbiam od najmłodszych lat. Nie pamiętam tego, ale mama wspomina, że mając trzy lata, siedziałem przed telewizorem i oglądałem jego wykonania z rozdziawioną paszczą, nie wiedząc nawet, co oglądam. Mamy już post classical i z niecierpliwością czekamy na rozwinięcie dwóch pozostałych terminów. Experimental, bo łączę różne wątki – muzykę klasyczną z elektroniczną. Nie mam wykształcenia kompozytorskiego, po prostu tworzę tak jak czuję. Nie patrzę na to, czy w danym miejscu powinien się pojawić bridge czy inny element utworu. Ambient z kolei rozumiem jako przestrzeń i nastrój.

 

Jeszcze przed rozmową dowiadujemy się, że kosmiczna fotografia zainspirowała Grabka do nagrania trzeciej płyty, ale nie wiemy, co skłoniło go do nagrania pierwszej.

Do muzyki, po 16 latach ciszy, wróciłem trochę z zarozumialstwa. Słuchałem bardzo dużo i wydawało mi się, że chyba potrafię lepiej. To był pierwszy bodziec. Nie brzmi to pewnie najładniej, nie jestem z tego specjalnie dumny, ale jestem szczery. Z kolei do nagrania trzeciej płyty zmobilizowała mnie żona. Widziała, że coś mnie męczy. A ja owszem, przez tych kilka lat przerwy miałem dużo pomysłów, ale nie potrafiłem ich skanalizować. Na moje 40 urodziny żona zorganizowała nam wyjazd na Islandię, bo jestem zakochany w tamtejszych artystach, mistrzach 60-sekundowych reverbów. I tam na miejscu sprezentowała mi zeszyt nutowy.

 

Podsumowujemy wspólnie z zadowoleniem, że oczywiście wszystko dzięki żonie. Choć okazuje się, że do powrotu Grabka na scenę przyczynił się również fotograf Szymon Brodziak. 

Po jednym z moich koncertów Szymon podszedł i skomplementował mój występ i wymieniliśmy się telefonami. Jak to u mnie bywa, nastąpiło sześć lat przerwy. Śmiech. Ustalamy jednogłośnie, że Grabek to człowiek pauza. I to taki, który pomiędzy płytami nie zajmuje się muzyką. Za to tłumaczy z angielskiego i duńskiego na polski i odwrotnie. Na szczęście w zeszłym roku Szymon zaprosił mnie do uświetnienia muzyką wernisażu jego fotografii w Kazimierzu Dolnym. A ja zaprosiłem do współpracy Maję Koman. Głównie dlatego, że jest niezwykle utalentowaną wokalistką, ale też dlatego, że miałem już dość moich dotychczasowych utworów w oryginalnych aranżacjach. Straszna nuda. Przearanżowałem je więc na wokal Mai i moją elektronikę.

 

Najnowsze utwory Grabka powstały w jego własnym studio, które wybudował, żeby o każdej porze dnia i nocy, nawet w piżamie, móc coś nagrać. Sam zagrał, nagrał, zmiksował i wyprodukował całość „Day One”. Naszą uwagę zwrócił wyróżniający się na tle instrumentalnej całości jeden utwór wokalny.

Napisałem go w ciągu 10 minut i uważam, że to jest najlepszy tekst, jaki w życiu stworzyłem. Początkowo chciałem, żeby trzecia płyta była wyłącznie instrumentalna, ale uznałem, że ten utwór muszę na niej umieścić, bo prawdopodobnie już nigdy nie napiszę tak dobrego tekstu. Ogólnie uważam, że ta płyta po prostu mi wyszła, choć żona twierdzi, że mówienie w ten sposób stawia w złym świetle moje dotychczasowe dokonania. Śmiech. Mimo braku oczekiwań, trochę się obawiam tego, co będzie się działo dalej. Po sukcesie pierwszej płyty sodówa do głowy uderzyła. Chciałem jeździć po świecie, dawać koncerty. Po każdym występie czy audycji radiowej sprawdzałem, ilu mam dodatkowych fanów na Fb. To życie było jak narkotyk. Dla mojej rodziny to nie był przyjemny czas, bo podchodziłem do całej sytuacji bardzo egoistyczne.

 

W obawie, że Grabek mógłby zrobić kolejną kilkuletnią pauzę, szybko pytamy o jego dalsze plany. 

Najpierw premiera płyty, na stronie mojej wytwórni 090318.pl, a do tego oczywiście Spotify, iTunes, Deezer, itp. Potem pojawi się kolekcjonerskie wydanie płytowe i koncert premierowy w Meskalinie. W kwietniu zamierzam też wydać epkę z czterema lub pięcioma utworami i bardzo chcę nagrać krążek z Mają Koman. Myślę, że to tylko kwestia znalezienia wspólnego czasu. W trakcie tych wszystkich muzycznych działań na pewno będę kontynuował prace związane z moim wykształceniem filologicznym. Przy trzeciej płycie nauczyłem się ciekawej rzeczy. Przez jakiś czas jestem sobie artystą, potem ściągam czapeczkę artysty, nakładam czapeczkę osobnika, który siada przed komputerem i miksuje. A potem mogę też nałożyć czapeczkę tłumacza. Uważam, że nie ma jednego sposobu na bycie twórcą.

 

Kończymy. Po kilku godzinach rozmowy czas nałożyć czapeczkę taty i ruszyć do domu. Trzymamy Grabka za słowo, że po marcowej premierze nie utonie w wodzie sodowej.

A czytaliście manifest, który zamieściłem na stronie internetowej? Nie? Przeczytam Wam. Nawet moja żona, która jest pisarką powiedziała, że ładnie napisałem.

 

Rozmawiając jakiś czas temu z pokrewną duszą, doszliśmy do wniosku, że sygnowanie sztuki własnym nazwiskiem to odważny krok – pozbywasz się kryjówki, jaką czasami bywa pseudonim. Moje poprzednie płyty: EP „mono3some” i dwa albumy „8″ (Polskie Radio) i „duality” (Kayax) owszem – sygnowałem własnym nazwiskiem – jednak traktowałem Grabka jak kogoś mi obcego: Grabek nominowany do Fryderyka, Grabek zagra na Open’er Festival, Grabek pojawi się podczas Męskiego Grania, Grabek wystąpi jako support Olafura Arnaldsa, Grabek zagra u Kuby Wojewódzkiego, Grabek to, Grabek tamto…

Z wydaniem trzeciej płyty nadszedł czas, abym zaczął mówić o Grabku w pierwszej osobie. „Day One” to płyta z najbardziej osobistą muzyką, jaką w życiu napisałem; to opowieść – praktycznie bez słów – o bardzo konkretnie umiejscowionych w czasie narodzinach; opowieść o początkach nowego – bolesnych, pięknych, czasami trywialnych, czasem chaotycznych. Czy chcę tą płytą odciąć się od mojej muzycznej przeszłości? Nie wiem. Chyba nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Wiedzcie jedno: wraz z „Day One” daję Wam nie „Grabka” lecz siebie – bez trzeciej osoby, bez aury tajemniczości, bez całej tej niepotrzebnej otoczki. To będę ja i mój „Dzień Pierwszy”.

]]>
Noriaki TUU był https://lesma.org/noriaki-tuu-byl/ Sun, 22 Apr 2018 12:52:52 +0000 http://lesma.org/?p=795 Robią reklamy dla światowych marek, tworzą murale na całym globie, obrazy wystawiają w najlepszych galeriach, a do tego projektują publiczne rzeźby, zegarki, krzesła i ciuchy – spektrum działań najlepszych streetartowców na świecie nie ma końca. „Trzeba się określić, na coś trzeba się zdecydować” – ten punkt widzenia obcy jest również Noriakiemu. I choć wielu kojarzy go przede wszystkim z charakterystycznym Panem Peryskopem, ten zdolny (i przyjemnie tajemniczy) artysta ma do zaoferowania o wiele więcej.

 

MALARZ 

Robię różne rzeczy, bo chcę się rozwijać w wielu kierunkach. Skaczę po stylach, sięgam po najrozmaitsze narzędzia, ale osią wszystkich działań jest malarstwo. Maluję cały czas. To dla mnie zdecydowanie najbardziej wartościowy temat. Każdy z moich obrazów jest ważny – ciężko mi się z nimi rozstawać. Cieszę się, że mój styl, gest malarski, jest już rozpoznawalny. Do tego, żeby nawet w najprostszych gestach było widać rękę twórcy, dochodzi się latami.

Malując, trochę odlatuję. Na płótno wychodzą tematy z mojej podświadomości. Nie przygotowuję wstępnych szkiców – to się po prostu dzieje. Szanuję skrupulatnych twórców, którzy mają wszystko zaplanowane, ale ja preferuję bardziej spontaniczne podejście. To, co robię, ciężko jest zdefiniować i nazwać konkretnym pojęciem. Myślę, że najbliższy termin to ekspresja.

 

STREETARTOWIEC

Pokazanie się ze sztuką uliczną w Poznaniu nie jest prostą sprawą. Nie ma zbyt wielu miejsc, które prezentują tego typu prace. Prawda jest też taka, że nie ma już na ten typ sztuki takiej zajawki jak kiedyś. Modne są wielkoformatowe murale, a ja jednak uprawiam nieco inne rzeczy. Bliżej mi do latania po ulicach i pewnego rodzaju gry ulicznej niż do ładnych, kolorowych wzorów na ściankach. Ile osób, tyle opinii. Ludzie, którzy taką formę ekspresji mają za sztukę, za nowy nurt, wspierają tego typu akcje. Watchera postrzegają jako symbol Poznania. Dla innych to po prostu wandalizm i zwykłe mazanie po ścianach. Muszę przyznać, że ten kontrast właściwie mnie kręci. Robię swoje, moja praca jest dla miasta, zostaje na ulicy, a czy ktoś potem ją zerwie, popisze albo zrobi zdjęcie i będzie się z niego cieszył – to już jest poza mną. Niech się dzieje, co ma się dziać.

 

PROJEKTANT

Właśnie skończyłem projektować dwa wnętrza od A do Z. Jedną z moich ogólnodostępnych realizacji jest kawiarnia Peryskop, mieszcząca się w Pasażu Apollo. Mam na koncie również przygodę z modą i wspólny projekt z marką Diligent. Kilka lat temu zaprojektowałem też kolekcję dla Carry i el Polako. Tworzę własne koszulki, szaliki – właśnie wydałem pierwszy zin. Bardzo kręcą mnie również zadania scenograficzne. Od stycznia pracuje nad pewna grą, ale to jeszcze temat przyszłości.

 

PAN PERYSKOP

Chodzi o to, żeby się tym wszystkim bawić. Postać Watchera, zwanego przez ludzi Panem Peryskopem, jest na tyle plastyczna i szybka do zrobienia, że można pokazać ją na wiele sposobów. Dokleić do znaków, zmienić jej formę w zależności od napotkanej sytuacji. Dzięki temu to się nie nudzi. Myślę, że jeszcze nawet w połowie nie wyczerpałem zabawy tą postacią. Bardzo lubię ją wpasowywać w już zamalowane, poniszczone ściany, żeby całość pracowała, nabierała nowych warstw. Jeśli ktoś do tego domaluje swoją kreskę, dopisze swój tekst – tym lepiej. Niech to wszystko żyje. Każda taka ingerencja jest wyrazem danego człowieka. Może chciał coś przekazać, a może po prostu się zbawić? Wszystko jedno. Lubię, żeby żyło razem z miastem, było kolorowe i się ruszało (śmiech).

 

NORIAKI

To jestem ja. Watcher to jest on. Jeśli coś nowego, ciekawego pojawia się na moim horyzoncie – idę w to. Jeśli coś mnie nudzi – idę dalej. Poddaję się danemu tematowi i tak go eksploruję, aż poczuję, że został wyczerpany. Styl buduje się latami. Yo

]]>
On the spot https://lesma.org/on-the-spot/ Tue, 15 Aug 2017 10:28:47 +0000 http://lesma.org/?p=596 Charakterystyczny chropowaty głos, gitara i koniecznie kapelusz. Wchodzi na scenę w blasku świateł. Wyobrażam sobie ekscytujące życie pełne zmian, zawsze wśród ludzi, gdzie cisza towarzyszy wyłącznie procesowi twórczemu, a przyszłość to kolejne koncerty i płyty. Na stronie wytwórni Kayax czytam: „Postać Keva Foxa jest wciąż otoczona aurą tajemniczości, co ma swoje źródło w charakterystyce komponowanej przez niego muzyki”. Spotykamy się tuu, w Poznaniu, gdzie zaczęła się „polska przygoda” muzyka. Aura tajemniczości pozostaje obecna również bez muzycznego kontekstu. Korzystam z szansy i konfrontuję moje wyobrażenia, z tym co Kev zechce mi na swój temat wyjawić.

 

CISZA
Niewiele jest w moim życiu chwil, które spędzam w ciszy. Szczerze mówiąc niespecjalnie lubię ciszę. Kiedy dorastałem, w moim domu, nigdy jej nie było. W kuchni zawsze grało radio, ojciec ciągle coś podśpiewywał, zawsze mieliśmy gości. Drzwi wejściowe były otwarte, większość odwiedzających nas nawet nie pukała. Po prostu wchodzili i mówili „cześć”. Więc cisza jest dla mnie czymś raczej mało komfortowym. Nie jest to stan, który sprawiałby mi przyjemność. W zeszły weekend wybrałem się do Nałęczowa. Byłem już w wielu miejscach w Polsce, ale żadne nie przypomina tej miejscowości. To cicha przestrzeń z przedziwnymi willami i niezwykłą architekturą. Był to chyba pierwszy weekend w moim życiu bez gitary i bez muzyki. Do tej pory nie wiem czy mi się to podobało, ale z pewnością zaliczam ten wyjazd do ciekawych doświadczeń.

 

Jeśli chodzi o występy solowe, cisza jest jednym z najważniejszych momentów. Kiedy grałem sam, trzeba było zadbać o każdy szczegół. Miejsce koncertu musiało być odpowiednie – nie możesz w pojedynkę grać dla trzystu osób, gdzie połowa z nich rozmawia. Wiele czynników wpływa na sukces solowego występu, ale bez ciszy nie uzyskasz żadnej dynamiki. W zespole robimy show pełne kolorowych świateł i nie sprawiłoby nam wielkiej różnicy, gdybyśmy grali dla trzydziestu tysięcy osób. Kiedy jednak jesteś sam, a przed tobą dwieście osób i wszyscy wpatrzeni w ciebie, cisza jest konieczna.

 

ŚWIATŁA
Scena jest zdecydowanie moim miejscem. Nie ma tam nic innego, jak przy medytacji. Będąc na niej, nie zastanawiasz się jaki utwór czy akord zagrasz za chwilę. Jesteś w jakimś innym miejscu. Nie wiem na czym to polega, to dla mnie tajemnica, ale właśnie to zjawisko sprawiło, że ja, i pewnie wielu innych artystów, mogłem przetrwać gorsze czasy. Uczuć związanych z byciem na scenie nie da się wytłumaczyć. Magia. Muzycy jazzowi często odwiedzają to tajemnicze miejsce i mogą w nim przebywać godzinami. Jeden pomysł rodzi kolejny i kolejny, a kiedy przychodzi koniec, to czują jakby minęło zaledwie pięć minut. Podczas występów na żywo brzmienie nie jest tak perfekcyjne, jak np. na płycie, ale jeśli fizycznie jesteś na miejscu, możesz poczuć całą chemię towarzyszącą koncertowi i naturalny flow.

 

Praca w studiu nagraniowym nie sprawia mi aż tyle radości. Uwielbiam kreatywny proces z nią związany, ale samo nagrywanie dosyć szybko mnie męczy. Jeśli przyjrzeć się byciu na scenie, w świetle reflektorów, w centrum uwagi i powrotom do normalności, okazuje się że to dwubiegunowa egzystencja. Podczas występu dostaje się potężne dawki energii. Wyłączyć ten bieg jest naprawdę ciężko. Miałem z tym kiedyś spore problemy. Przed koncertem sala jest wypełniona po brzegi, światła błyskają… Jeśli wejdziesz do garderoby piętnaście minut przed występem, atmosfera jest elektryzująca. Kiedy wszystko się kończy, lądujesz w pokoju hotelowym i nie ma nikogo. To jest hardkor. Dlatego ostatecznie znów gdzieś wychodzisz, żeby podtrzymać ten nastrój i przepływ energii. To jest też powód, dla którego lubię jeździć w trasy koncertowe. Nabierasz określonego rytmu, przyzwyczajasz się do niego i pójście po koncercie po prostu spać, nie jest już niemożliwe.

 

ZMIANA
Pozostawanie w jednym miejscu przez dłuższy czas jest dla mnie czymś nienaturalnym. Myślę, że w pewnym momencie żyłem nawet w nieco „cygańskim” trybie.
Kiedy dochodzę do punktu, w którym znam już wszystkie miejsca i wszystkich ludzi, po prostu się żegnam. Nie chodzi o to, że tego nie lubię, wręcz przeciwnie – pragnę tego stanu zawsze, gdy przybywam do nowego miejsca. Chcę wiedzieć o nim wszystko i brakuje mi poczucia swojskości. Ale jak tylko ono się pojawi, po prostu odchodzę.

 

Zmiana oznacza nową energię, inną wibrację, dzięki niej poznajesz więcej ludzi, a to jest niezbędne dla każdego zajmującego się pisaniem. Potrzebujesz postaci, ci ludzie muszą cię otaczać (nawet jeśli to palanci), bo z nich czerpiesz inspirację.

 

Większość życia spędziłem w trasie, a odkąd przyjechałem do Polski, zmieniałem miejsce zamieszkania ponad czternaście razy. To jakieś szaleństwo. W Poznaniu mieszkałem przez dwa lata. To pierwsze miasto, które odwiedziłem w Polsce. Automatycznie więc czuję się z nim związany. To był wspaniały czas, wszystko zacząłem budować właśnie tu. Wciąż czuję pewnego rodzaju przynależność do tego miasta. Kiedy tu wracam, czuję jakbym grał u siebie.

 

LUDZIE
Kiedy grasz w zespole, pozostali członkowie stają się twoją rodziną. Dlatego nie można otaczać się palantami (śmiech). Zbyt dużo czasu spędza się w swoim towarzystwie. Jest tak wiele wzlotów i upadków, styl życia nie należy do lekkich, szaleństwo dotyka przeróżnych jego sfer. Jeśli więc ci ludzie są niezrównoważeni, to może zniszczyć wszystko. Wiem, że granie koncertów, imprezy, alkohol, to wszystko brzmi ekscytująco, ale tak naprawdę to dość ekstremalna rzeczywistość. W zespole, który aktualnie tworzymy, wszyscy jesteśmy totalnie oddani muzyce i kochamy to, co robimy. Każdy z tych gości mógłby grać z kimś innym, ale wybiera nas. Myślę, że jest tak, dlatego że nikt nie wciska kitu, nie ma agresji czy dbania jedynie o własne ego. Wszyscy chcemy tworzyć muzykę i show najlepiej jak to tylko możliwe. To jest właśnie największe ego – rzecz, którą tworzymy, my a nie indywidualni członkowie zespołu. W innym przypadku wszystko sypie się w dość szybkim tempie. Sądzę, że właśnie z tego powodu wiele zespołów się rozpada – nie są skupieni na tworzeniu muzyki, tylko na sobie.

 
PRZYSZŁOŚĆ
Sporo o niej teraz myślę. Nigdy wcześniej tak nie było, nie myślałem nawet o tym co będzie jutro. W tym roku pojawi się kolejna płyta Smolik/Kev Fox, a po niej na pewno nagram solowy album. Ale jeśli chodzi o moje życie poza muzyką, to na tę chwilę nie mam pojęcia. Nie wiem gdzie będę za sześć miesięcy. Mam kilka pomysłów, chcę zbudować dom – to już od dawna było moim marzeniem. Generalnie jednak uważam, że nie ma potrzeby planować wszystkiego za bardzo. Ważne jest, żeby mieć jakieś cele, jak ten mój dom – myślę o nim codziennie i zbliżam się do realizacji tego planu.

 
Zawsze chciałem robić to, czym się dziś zajmuję. Trudno jest myśleć o tym, co będzie za pięć lat, gdy się jest w idealnym miejscu. Chciałbym podziałać trochę w Niemczech i Szwajcarii – zobaczyć co się wydarzy, ale nie mam na to jakiegoś szczególnego parcia. Mogę tworzyć i grać muzykę – robiłem to zawsze, bez względu na to czy ktoś mi płacił, czy nie. Teraz naprawdę cieszę się z miejsca, w którym jestem. Może to moment, żeby skupić się na samym życiu i cieszeniu się nim, a nie na myśleniu o przyszłości? Zastanawiałem się nad tym, gdzie chcę być za pięć lat, pięć lat temu. I jestem tu teraz. Może więc czas wyluzować. (Ale jak mam wyluzować, skoro nie jestem w stanie nawet wyjechać na urlop. Pozwól więc, że wrócę do tego jutro).

]]>