warto być – TUU https://lesma.org TUU jest magazynem skupiającym się na ludziach, miejscach, wydarzeniach związanych z Poznaniem i Wielkopolską. Pokazujemy Wielkopolskę wciąż intrygującą i pełną energii, w której chce się być! Przedstawiamy niezwykłe miejsca, ciekawe wydarzenia, a przede wszystkim inspirujących ludzi związanych z naszym regionem. Tych, których mijacie na ulicy nic o nich nie wiedząc, których kojarzycie tylko z widzenia i tych, o których usłyszał już świat. Skracamy dystans, by móc z bliska przyjrzeć się temu jak żyją i co robią. Opowiadamy historie, które nas ujmują oraz intrygują, bo codzienność może być zachwycająca. Wystarczy się jej przyjrzeć — TUU i teraz. Tue, 09 Apr 2024 15:59:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.5.7 https://lesma.org/wp-content/uploads/2016/08/cropped-tuu-krzyzyk-www-01-32x32.png warto być – TUU https://lesma.org 32 32 Nur für Polen https://lesma.org/nur-fur-polen/ Tue, 09 Apr 2024 15:46:20 +0000 http://lesma.org/?p=1546 “Plakat działa jak pocisk – zobaczysz go i emocje ruszają automatycznie. Nie ma od nich odwrotu.” Tego rodzaju doświadczenie czeka na Was już wkrótce. W Galerii Rotunda na terenie uczelni Collegium da Vinci 22.03 odbędzie się wernisaż wystawy Szymona Szymankiewicza pt. “Nur für Polen”. Z twórcą i kuratorem wystawy Grzegorzem Myćką rozmawiamy w przededniu tego wydarzenia.

 

Tytuł wystawy Szymona jest bardzo mocny, przewrotny – działa podobnie jak plakat.

Szymon: Bo plakat może być też tytułem. Wyznajemy definicję plakatu, która mówi o tym, że jest to pewien sposób myślenia i nieoczywistej komunikacji operującej skrótem, umożliwiającej bardzo wyjątkowe połączenie z widzem.

 

Czy pracując nad plakatem myślisz o tym, jakie emocje chcesz nim wywołać? Projektujesz to, co ma poczuć widz?

SZ: Chcę żeby poczuł w ogóle coś. Żeby plakat coś poruszył, zastanowił, skłonił do refleksji. Czy ta osoba poczuje wstyd, zażenowanie, smutek czy radość – to już zależy od niej. Niech te emocje się mieszają. Przeciwstawne reakcje, jak rozpacz i śmiech tworzą wspaniałe połączenia. Ważne, żeby pojawiały jakieś uczucia w ogóle.

 

Plakat wydaje się być idealnym medium na dzisiejsze czasy. W skrótowej, lapidarnej formie potrafi zawrzeć bardzo dużo treści, a nie uciekniemy od tego, że nasza uwaga jest bardziej rozproszona, niż kilka czy kilkanaście lat temu. Jakie jest Waszym zdaniem miejsce plakatu dziś i w jakich tematach mógłby zabrać istotny głos?

Grzegorz: Forma plakatu rzeczywiście jest lapidarna, ale i pojemna. Odbiorca, który widzi znacznie więcej obrazów w ciągu jednego dnia, niż przeciętny człowiek sto lat temu w ciągu całego życia, nie ma możliwości pochłonięcia i przetworzenia tego wszystkiego. Plakat dobrze się w tej rzeczywistości odnajduje, bo działa na pstryk, jak emocja i pocisk, który od razu przeszywa.

 

SZ: Plakat jest nieco bezczelny. Nie zapowiada się. Bez twojej zgody zaczyna działać. I nie ma już odwrotu.

 

Czy tego rodzaju moc poczujemy podczas zbliżającej się wystawy?

GRZ: Zaprosiłem Szymona Szymankiewicza, żeby nowy sezon wystaw zacząć właśnie od czegoś mocniejszego. Nasza ekspozycja toczy się wokół książki – monografii Szymona, wydanej przez Wydawnictwo Miejskie Posnania. Chciałem, żeby jej treści mogły zaistnieć w nieco innej przestrzeni, niż dotychczas. Zależało mi na zmianie siły oddziaływania tej wystawy, biorąc pod uwagę nowe uwarunkowania społeczno-polityczne. Zadbaliśmy więc o nowy kontekst wystawienniczy. Nie będą to bardzo klasycznie pojmowane prace na ścianach, pojawią się natomiast pewne element “scenograficzne”.

 

SZ: Prace powstawały przez ostatnie 4-5 lat rządów PiS i znaczna ich większość odnosi się do konkretnych zdarzeń. Książka została wydana 11.11.2023, czyli w momencie pewnego przełomu. Część prac zmieniła swoje znaczenie, swoją siłę. Wspólnie z Grzegorzem wymyśliliśmy, żeby niektóre plakaty nieco uaktualnić i zobaczyć, jak będą funkcjonować w tej zmienionej, bardziej wolnościowej rzeczywistości.

 

Wiele Twoich prac dotyczy sytuacji politycznej. Jak się czujesz w zmienionym układzie sił?

SZ: Szczerze mówiąc poczułem dużą ulgę. Również ze względu na to, że już trochę się zmęczyłem polityką. W przyszłości chciałbym spróbować swoich sił w innych komentarzach, może bardziej globalnych, zajmujących się człowiekiem jako istotą. Chcę eksperymentować z formą i być może wyjdę z płaskiej formy plakatu. Pierwsze kroki poczynimy już na wystawie, gdzie pojawi się ten kontekst przestrzenny.

 

GRZ: Galeria Rotunda jest rozmieszczona na planie koła, co wymusza pewne zabiegi. Będziemy wychodzili do widza, niemalże immersyjnie go angażując. To będzie całkiem nowe doświadczenie dla odbiorców prac Szymona, którzy dotychczas mogli je oglądać głównie w internecie. Będziemy działać skalą i obiektem. Dodatkowo, wystawa odbędzie się w przestrzeni uczelni Collegium da Vinci, gdzie uczy się wiele osób pochodzących z Ukrainy czy Białorusi. Dla nich z pewnością będzie istotne, żeby zobaczyć myślenie polskiego plakacisty, który komentuje polskie sprawy, ale w globalnym kontekście z uwzględnieniem sytuacji za wschodnią granicą.

 

Przyczynkiem do wystawy jest książka. Wydanie jest imponujące.

SZ: Całość jest odważnie i niesztampowo zaprojektowane przez Marcina Markowskiego i składa się z dwóch części. Pierwsza jest opatrzona opisem znakomitego dziennikarza Mike’a Urbaniaka. Można się z niej dowiedzieć trochę o moim życiu, karierze i niektórych awanturach czy perypetiach związanych z moimi plakatami. Druga część jest albumowa i prezentuje przekrój mojej twórczości.

 

GRZ: Wydarzenie w Galerii Rotunda w Poznaniu będzie drugą odsłoną wystawy towarzyszącej książce. Każda kolejna ewentualna odsłona stanie się odpowiedzią na bieżącą sytuację, ze względu na charakterystykę prac Szymona. Nawet jeśli pokazujemy podobny zbiór rzeczy, wystawy nigdy nie są takie same.

 

___
Wystawa “Nur für Polen” potrwa do 21.04. Wstęp wolny.

]]>
Kontener Art https://lesma.org/kontener-art/ Thu, 02 Feb 2023 15:00:17 +0000 http://lesma.org/?p=1536 Udało się nam zmienić bieg historii, w kontekście kultury w przestrzeni miasta i archikultury modułowej, która w elastyczny sposób dostosowuje się do rzeczywistości i może być szybsza niż jakiekolwiek plany. I ja, i Ewa nie mieliśmy przestrzeni, która nadawałaby się do realizacji naszych działań – scenograficznych czy muzycznych, zwłaszcza że wiedziliśmy już, że nie chcemy być w żadnym „cudzym” budynku. Wtedy Ewa wymyśliła Kontenery, inspirując się rozwiązaniami istniejącymi na świecie. To elastyczny koncept, który na zimę można zahibernować, by wiosną ponownie go otworzyć. Zatem mobilność, sezonowość i fakt, że jest po prostu ładnie – to naszym zdaniem główne atuty tego pomysłu. Po 15 latach funkcjonowania i rozwoju KontenerART nad Wartą nadal tak uważamy.

 

Pierwsza edycja KontenerART trwała tylko 3 tygodnie. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak można przedłużyć żywotność takiego pomysłu – dopiero czas wymusił powstanie stałego, bezpiecznego i funkcjonalnego miejsca w przestrzeni miejskiej. Można tu było działać twórczo i po prostu żyć. Na początku sami targaliśmy wory ze śmieciami, zaskoczeni wielką frekwencją. Z czasem goście, artyści, powiedzieli nam – tak, chcemy tej przestrzeni i chcemy, żeby ona trwała. W drugim roku naszych kontenerowych działań inspirowaliśmy już ludzi z innych polskich miast, by zakładali podobne projekty. Przyjechali do nas Warszawiacy i założyli Cud nad Wisłą, powstał też kontener Dębki. Dziś takich miejsc jest już dużo, wtedy byliśmy sami. Nie było precedensu, działaliśmy głównie z grantów na kulturę, ale także z innych prywatnych źródeł. Po latach osobistego zaangażowania nie chcemy się wycofać, to nasza inwestycja, nie mamy planu B czy jakiejś alternatywy na życie, ale wraz ze zmianami na świecie my też dojrzeliśmy do zmiany, do zwrotu w kierunku natury. 

 

Główne drzewo wśród kontenerów początkowo było przeznaczone do wycinki, bo plan okalającego parku był już zatwierdzony, a nasze drzewo było zaledwie niepozornym krzakiem. Uprosiliśmy jednak pana, który zarządzał pracami, by je oszczędzić i trochę inaczej poprowadzić ścieżkę, na której trasie stał ów krzak. Teraz siada pod nim kilkaset tysięcy ludzi rocznie. Jesion klonolistny, pospolite drzewo, właściwie chwast miejski, który urósł na górze śmieci, na wysypisku niemal, na górze lodówek, zarośniętych ziemią. Dziś zawiera w sobie całą historię KontenerART i zmian, które tu zachodziły. Dokumentuję właśnie 15 lat życia tego drzewa i zamierzam go zgłosić do Europejskiego Konkursu na Drzewo Roku, bo także ono może być mocnym argumentem w dalszych rozmowach o przyszłości tego miejsca.

 

Zbigniew Łowżył i Ewa Łowżył

]]>
Kołorking Muzyczny https://lesma.org/kolorking-muzyczny/ Thu, 02 Feb 2023 14:58:06 +0000 http://lesma.org/?p=1533 KOŁORKING MUZYCZNY

Kołorking Muzyczny jest inicjatywą kulturalną realizowaną przez fundację an_ARCHE w samym centrum Poznania (ul. Św. Marcin 75 – dawny Bar Pod Kuchcikiem). Jesteśmy wolontariackim domem kultury muzycznej realizującym idee pracy u podstaw. Kołorking Muzyczny to autorska idea. Łączy w sobie niezależną przestrzeń co-workingową dostępną dla przechodniów oraz otwartą salę prób dla muzyków. Przestrzeń, która miała być tymczasową siedzibą fundacji an_ARCHE i pracownią sound-artu szybko zaczęła funkcjonować jako mały, niezależny, studencki dom kultury. Zasada Kołorkingu jest prosta: kto chce, może przyjść i poćwiczyć na instrumencie, zrobić próbę lub koncert. Kto chce, może też wejść i posłuchać próby, zapytać o wykonywaną muzykę lub po prostu popracować na komputerze czy poczytać książkę. Kołorking Muzyczny jest stworzony przez muzyków. Wielu z nas jest związanych z Akademią Muzyczną (założyciel – dr hab. Rafał Zapała, jest wykładowcą w Zakładzie Kompozycji, studenci Kompozycji Elektroakustycznej prowadzą dyżury jako gospodarze Kołorkingu – dzięki czemu jest on otwarty w ciągu dnia). Trzeba jednak podkreślić, że mimo akademickiej proweniencji bardzo aktywni są u nas twórcy innych, niezależnych środowisk muzycznych: muzyki eksperymentalnej, improwizowanej i elektronicznej oraz teoretycy muzyki. Jest to więc projekt integrujący społeczność studencką uczelni nie tylko z innymi środowiskami kulturalnymi miasta, ale też po prostu z przechodniami ul. Św. Marcin, już teraz silnie aktywując tę część miasta. 

 

Rafał Zapała mówi że „Kołorking jest eksperymentalną inicjatywą, instytucjonalnym labolatorium. Dzielnie szukamy sposobów na wyłamanie się z wszechogarniającej rzeczywistości kapitalistycznego realizmu. Zobaczymy, co z tego wyniknie…“

 

KULTURA STUDENCKA ( „Proces, a nie przedmiot” – J. Cage)

Kołorking to miejsce oddolnej, niezależnej kultury studenckiej wpisanej w tkankę centrum. Unikamy wszelkich ścisłych założeń stylistycznych i zamkniętych programów artystycznych. Istotniejszy jest dla nas proces powstawania sztuki niż gotowe, skończone realizacje – co-working muzyczny właśnie. Chcemy, by ten proces był stałym elementem centrum miasta, by poprzez duże wystawowe okno można było zobaczyć nie tylko nowe komercyjne oferty sklepów czy banków, ale również pracę artystek i artystów. Zapraszamy przechodniów, turystki, Poznaniaków do środka. Staramy się stworzyć otwartą, nowoczesną przestrzeń prezentacji prototypowych projektów, pierwszych wykonań kompozycji, eksperymentalnych spotkań muzyków i artystki innych mediów.

 

KULTURA STALE OBECNA 

Głębokim sensem istnienia Kołorkingu jest jego stała codzienna aktywność, miejsce otwarte, aktywujące, zapraszające, stale generujące dźwięki w centrum. Muzyka w centrum powinna być choćby tak samo oczywista jak propozycje komercyjne, usługowe i gastronomiczne. Dostępność – wszystkie zdarzenia, jak i nasza praca, są darmowe. Kultura stale obecna, niejako odruchowo dostępna, wręcz wychodząca na ulicę, nie schowana w instytucjach, zamkniętych salach prób, piwnicach i garażach, nie tylko wieczorami, ale również w ciągu dnia – to najgłębszy sens istnienia naszej inicjatywy. 

 

EKOLOGIA SŁUCHANIA

Naszym założeniem jest też swoista kultura słuchania i ekologia głośności prezentowanej muzyki. Programowo nie używamy scenicznego nagłośnienia, gramy maksymalnie na poziomie instrumentów akustycznych. Odpowiedzialnie bierzemy pod uwagę fakt, że działamy w centrum miasta, którego nie chcemy akustycznie zaśmiecać. Szczególne znaczenie ma dla nas ta niezwykła lokalizacja w sercu miasta: bezpośrednie sąsiedztwo Akademii Muzycznej, CK Zamek, innych uczelni oraz po prostu przechodniów na ulicy Św. Marcin.

 

DZIAŁALNOŚĆ

Niezwykła liczba wolontaryjnych wydarzeń okołomuzycznych zwróciła już uwagę środowiska muzycznego całego kraju, również socjologów i badaczy społecznych, którzy zauważyli w nim przejaw nowych tendencji organizowania się społeczności, „nowego trybalizmu“, poszukiwania pozainstytucjonalnych platform komunikacji, budowania nowych kolektywów wyłamujących się ze sztywnych mechanizmów rynkowych (również tych związanych z rynkiem sztuki). Nasze wydarzenia najlepiej obserwować na fejsbookowym profilu.

]]>
Galeria Zacnie https://lesma.org/galeria-zacnie/ Thu, 02 Feb 2023 14:28:06 +0000 http://lesma.org/?p=1530 Zakładając Galerię Zacnie, chcieliśmy dać Poznaniowi szerszy dostęp do streetartowych twórców, bo nie ma w naszym mieście innej, typowo streetartowo-ilustratorskiej galerii. Od początku miało to być również miejsce spotkań. Z moją żoną zawsze lubiliśmy organizować duże imprezy w naszym mieszkaniu, a teraz po prostu zapraszamy więcej ludzi do innej przestrzeni. Pierwszym zalążkiem była pracownia przy ul. Wawrzyniaka, gdzie organizowaliśmy wystawy w korytarzu. Uznaliśmy, że to będzie najbardziej odpowiednia część lokalu, która pełniła też funkcję „kuchni”, co od razu zainspirowało nas do utworzenia nazwy wydarzenia jako Wystawy Od Kuchni. Potem przenieśliśmy się do pracowni przy Poplińskich, naprzeciwko Suszonych Pomidorów, aż w końcu, cztery lata temu, zawędrowaliśmy na Garbary. Wytrwałość w działaniu i systematyczność pozwoliły nam zbudować miejsce, do którego można przyjść nie tylko po sztukę, ale i po relacje.

Jako artyście jest mi nieco łatwiej, bo znam innych twórców i mam z nimi dobry kontakt. Jeśli doceniam prace danego artysty, to zapraszam go do Zacnie i inwestuję w jego prezentację swój czas. Czerpię z moich doświadczeń współpracy z innymi galeriami i to, co najlepsze, co mi najbardziej odpowiadało, staram się dawać następnym osobom, które wystawiam. Chcę wszystkich traktować tak, jak ja chciałbym być traktowany. Myślę, że moc tej galerii tkwi w tym, że staramy się robić wszystko profesjonalnie, ale bez nadęcia. Możesz przyjść między wernisażami, albo o północy po wystawie, i zawsze załapiesz się na dobry klimat.

]]>
Enter Enea Festival https://lesma.org/enter-enea-festival/ Thu, 02 Feb 2023 14:26:50 +0000 http://lesma.org/?p=1527 Zawsze byłem zawodowo związany z kulturą, przede wszystkim z muzyką. Kiedy przeniosłem firmę z centrum do Strzeszynka (w 2006 r.), pomysł organizacji plenerowego festiwalu muzyki jazzowej i pokrewnych gatunków stal się naturalny, prawie oczywisty i możliwy do realizacji. Zacząłem od poszukiwania wybitnego artysty, który byłby jednocześnie otwarty na propozycje innych twórców, ciekawy nowości, dobrze zorientowany w tendencjach na światowej scenie muzycznej. Tylko ktoś taki może pełnić rolę dyrektora artystycznego festiwalu. Zaproponowałem współpracę Leszkowi Możdżerowi. Znamy się od bardzo dawna, od czasu jego tournée z kompozycjami Preisnera, współpracowaliśmy przy różnych okazjach. Mimo to dość trudno było namówić go do współpracy przy festiwalu: przygotowania trwają cały rok, funkcja dyrektora artystycznego decydującego o programie jest odpowiedzialna, wiąże się z długimi godzinami przesłuchań, spotkań, narad. Jednak już pierwsza edycja w 2011 roku. pokazała, że jest między nami ten rodzaj chemii, który sprawia, że współpracuje się nam znakomicie. W 2021 roku. świętowaliśmy 10. edycję Entera, w tym roku była 11, ciągle mamy nowe pomysły na rozwój festiwalu.Enter Festival zawsze odbywa się w czerwcu. Zaczynaliśmy skromnie, od 4 koncertów, teraz festiwal trwa 3 dni z 3 koncertami każdego wieczoru i szeregiem wydarzeń towarzyszących. Współpracujemy m.in. z Polskim Instytutem Książki, ABC Gallery, odbywają się wieczory autorskie, wernisaże, kuratorskie oprowadzania po Poznań Visual Park – każdego roku Enter staje się bardziej różnorodny, bogaty. W programie każdej edycji dajemy szansę młodym muzykom, zapraszamy ciekawe grupy eksperymentalne, ale przede wszystkim gościmy „wielkie nazwiska” – artystów będących niekwestionowanymi mistrzami danego instrumentu. Nie sposób nie wspomnieć o widowni – jest wyjątkowa. Enter jest kameralnym festiwalem, toteż już rozpoznajemy sporą grupę stałych bywalców, którzy przyjeżdżają co roku z odległych miejsc, również z zagranicy. To bardzo miłe. Mimo że jesteśmy w plenerze, który zwykle sprzyja swobodniejszym zachowaniom w czasie koncertów, kiedy ze sceny dobiegają pierwsze dźwięki muzyki, na widowni zapada cisza absolutna. Jestem szczęśliwy, że udało nam się nadać naszemu festiwalowi rangę europejską – jesteśmy już dobrze znani w muzycznym środowisku, często świetni artyści lub ich menedżerowie zgłaszają się do nas z chęcią wystąpienia w kolejnych edycjach. Podobno słyniemy z ciekawego programu, wspaniałej atmosfery, skupionej i zaangażowanej publiczności i – co ważne dla każdego muzyka – perfekcyjnego nagłośnienia.  

 

Jerzy Gumny

]]>
Atelier WIMAR Stowarzyszenia Łazęga Poznańska https://lesma.org/atelier-wimar-stowarzyszenia-lazega-poznanska/ Thu, 02 Feb 2023 14:24:42 +0000 http://lesma.org/?p=1524 Kilka lat temu szukałem przestrzeni, w której mógłbym pokazać mój projekt fotograficzny „Życie okien”. Przechadzałem się śródmieściem, szukając odpowiedniego miejsca. Miasto wynajmowało wówczas dla kultury lokale sklepowe i usługowe. Nie wyobrażałem sobie jednak moich prac w lokalu z plastikowymi drzwiami i podwieszanym sufitem. Wtedy natknąłem się na bramę zamkniętą na łańcuch przypominający pastwiskowy i zobaczyłem majaczący w tle piękny, zabytkowy, drewniany pawilon. Uświadomiłem sobie, że to brama, w której lata temu mieścił się zakład fotograficzny Witolda Czarneckiego, a obok sklep z tanimi książkami. Okazało się, że cała kamienica należy do miasta i po zorganizowanej tam wystawie wiceprezydent Solarski stwierdził, że tutaj musi być kultura. Założyliśmy stowarzyszenie i tak się zaczęło.

 

Energia tego miejsca od początku była cudowna. Kiedy zniknął łańcuch, zaczęli przychodzić byli lokatorzy oraz poznanianki i poznaniacy, którzy znali tutejszego fotografa. Od zawsze chciałem, żeby w Poznaniu pojawiło się miejsce, które będzie dawało ludziom swobodę odwiedzania go i proponowania różnych inicjatyw. Nie chciałem, żeby było przeznaczone tylko dla fotografów albo członków jakiegoś konkretnego stowarzyszenia. Szczęśliwie w naszym atelier zaczęły się mieszać środowiska i pokolenia. Wiele osób zagląda tutaj przez przypadek, chociaż przyznają, że coś niewytłumaczalnego ich przyciągnęło z ulicy. Uważam, że takie poznanie, inspirowane spontaniczną ciekawością, jest najgłębsze, najbardziej owocne. 

 

Zaczęliśmy odkrywać historię tego miejsca ‒ gromadzimy stare aparaty, książki, organizujemy wystawy, warsztaty fotografii analogowej, spacery fotograficzne, projekcje starych filmów. Jesteśmy otwarci na muzyków i pisarzy. Studenci uczelni artystycznych organizują tutaj swoje dyplomy. Obrastamy, jak drzewo w mech, w różne fragmenty małej architektury, drewniane, stylowe okna, sztukaterie usuwane z kamienic w ramach remontów, stare kafle z pieców. Wszystko się wzajemnie przenika, naturalnie łączy i dzieje. To miejsce jest szansą na spotkanie. 

 

Maciej Krajewski

]]>
Archiwum Idei https://lesma.org/archiwum-idei/ Thu, 02 Feb 2023 14:21:54 +0000 http://lesma.org/?p=1521 Archiwum Idei rozpoczęło swoją działalność przy ul. Żydowskiej 35a w Poznaniu ponad trzy lata temu. Ma długą, ponad 50-letnią, historię sięgającą 1971 roku, gdy wspólnie z historykiem sztuki Andrzejem Kostołowskim napisaliśmy rodzaj manifestu artystycznego zatytułowanego SIEĆ/NET.

 

Był on skierowany do ponad trzystu wybranych przez nas artystów i teoretyków sztuki z Polski, większości krajów europejskich, a także Stanów Zjednoczonych, Kanady, kilku krajów Ameryki Południowej oraz Japonii, których adresy udało nam się zdobyć. Manifest przepisany na maszynie, wraz z listą osób zaproszonych do NETu, został rozesłany w różnych kopertach ze wszystkich funkcjonujących wówczas w Poznaniu urzędów pocztowych, by uniknąć czujności kontrolerów przeglądających uważnie przesyłki adresowane za żelazną kurtynę.

 

Manifest SIECI/NETu proponował pozainstytucjonalne, nieformalne i bezinteresowne kontakty między artystami z różnych części świata, swobodną wymianę idei, poglądów, prac artystycznych, projektów, książek, katalogów i innych form artykulacji. Ważnym aspektem manifestu była deklaracja, że NET nie ma żadnego punktu centralnego ani jakiejkolwiek koordynacji oraz że idea SIECI może być dowolnie wykorzystywana i powielana. 

 

W ciągu kilku tygodni otrzymałem kilkadziesiąt entuzjastycznych listów z różnych krajów, sporo prac i tekstów artystycznych, także wiele próśb o wpisanie kolejnych osób na listę SIECI. Po upływie trzech miesięcy lista znacznie się powiększyła, przybyło również prac, które postanowiłem pokazać w swoim mieszkaniu paru przyjaciołom. Niestety, prawdopodobnie jedna z zaproszonych osób doniosła o tym nielegalnym spotkaniu Służbie Bezpieczeństwa. Po 40 minutach do mieszkania weszło trzech nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy pokazali swoje esbeckie legitymacje, spisali wszystkie obecne osoby, przeszukali mieszkanie i zarekwirowali pokazywane prace (także mój aparat fotograficzny) i kazali „się rozejść”. W następstwie tej akcji decyzją rektora uczelni, na której byłem asystentem w pracowni malarstwa, zakazano mi uczyć studentów i przeniesiono (na ponad cztery lata) do biblioteki. Przez prawie rok byłem inwigilowany przez SB, w końcu uznano, że „zdarzenie nie miało charakteru antypaństwowego”. Zwrócono mi większą część zarekwirowanych prac artystów NETu, a także aparat fotograficzny z wywołanym już filmem. 

 

Postanowiłem kontynuować ideę SIECI, która w międzyczasie rozszerzyła swoją działaność i wymagała bezpieczniejszej siedziby. Krótko po esbeckim najściu, w połowie 1972 roku, przy współudziale kilku studentów historii sztuki UAM (m.in. Piotra Piotrowskiego i Andrzeja Jura) oraz pomocy Zrzeszenia Studentów Polskich, powołaliśmy alternatywną Galerię Akumulatory 2, która mieściła się w Domu Studenckim Jowita. Galeria – pomimo perturbacji – funkcjonowała do 1990 roku, prezentując 170 wystaw artystów z Polski i ze świata oraz ponad 30 odczytów teoretyków sztuki. Autorami większości wystaw byli artyści związani z NETem. Zazwyczaj pozostawiali mi po wystawie swoje prace, powiększając sporą już kolekcję. Wybrane z kolekcji prace eksponowane były później na wystawach w Kunstlerhaus Bethanien w Berlinie, Henie Onstad Art Centre w Hovikodden, Ludwig Muzeum w Budapeszcie, także w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, w Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie oraz w Fundacji Profile w Warszawie. 

 

W 2019 roku przyszło mi do głowy, by na bazie zebranych przez kilkadziesiąt lat dzieł stworzyć Archiwum Idei, które przypomni sztukę nieco już zapomnianą, ale niezwykle ważną i prowokującą w kontekście sztuki aktualnej. Dzięki przychylnemu zainteresowaniu tą koncepcją władz Poznania udało się znaleźć odpowiednią przestrzeń, w której – we współpracy z przyjaciółmi – dwa razy w roku organizujemy problemowe, międzynarodowe wystawy poświęcone różnorodnym aspektom sztuki XX i XXI wieku. Wystawom towarzyszą odczyty zapraszanych teoretyków związane tematycznie z problematyką ekspozycji.

 

Aktualna prezentacja, zatytułowana „Kropki, kreski, zygzaki”, dotyczy wielorakich form ekspresji rysunkowej, traktowanej jako autonomiczny język sztuki. Archiwum Idei dostępne jest dla publiczności w każdy czwartek w godzinach 12.00 – 17.00, jak również w umówione telefonicznie dni.

 

Jarosław Kozłowski

]]>
+ABC Gallery https://lesma.org/abc-gallery/ Thu, 02 Feb 2023 14:18:20 +0000 http://lesma.org/?p=1518 Trzydzieści lat działania galerii to bardzo długa historia. W tym czasie miałam niepowtarzalną okazję obserwować z bliska proces zmian w odbiorze sztuki współczesnej w Polsce, ewolucję rynku, narodziny nowych nurtów i tendencji. Pierwszym założeniem programowym ABC Gallery była promocja młodych artystów. Jednak ponieważ na przełomie lat 80. i 90. poligrafia była na tak kiepskim poziomie, że twórczość polskiej awangardy powojennej, jak Jana Tarasina, Jerzego Tchórzewskiego czy Kazimierza Mikulskiego, nie była zrekapitulowana żadnym porządnym wydawnictwem, postanowiliśmy choć w części wypełnić tę lukę i – równolegle z promocją młodej generacji – realizowaliśmy cykl „Mistrzowie polskiego malarstwa współczesnego”. Były to duże indywidualne retrospektywne wystawy, na których prezentowaliśmy ok. 200-300 dzieł eksponowanych m.in. w Muzeum Narodowym w Poznaniu czy Galerii Miejskiej Arsenał. O ich wypożyczenie często zwracały się do nas znaczące instytucje wystawiennicze z całej Polski, toteż gościliśmy z nimi np. w Muzeum Narodowym w Gdańsku, Zachęcie w Warszawie czy Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Co było ważne i satysfakcjonujące zarówno dla prezentowanych artystów, jak i dla nas – wystawom towarzyszyły dobrze opracowane albumowe wydawnictwa. 

 

Do 2006 r. galeria mieściła się w centrum, w dwóch sąsiadujących blisko lokalizacjach: przy ul. Mokrej i na rogu ul. Wronieckiej i Mokrej. Potem została przeniesiona do bardzo komfortowych pod względem warunków wystawienniczych wnętrz przy ul. Garbary. Jednak po prawie 15 latach prowadzenia galerii czułam już pewne znużenie rytmem „od wernisażu do wernisażu”. Potrzebowałam nowych wyzwań. Kiedy mój mąż zaproponował przeniesienie galerii do Strzeszynka, nie byłam pewna, czy obrzeża miasta są dobrą lokalizacją dla galerii sztuki współczesnej. Przykłady podobnych instytucji działających na obrzeżach aglomeracji na zachodzie Europy przekonały mnie, że to świetny pomysł. 

 

Przenosiny oznaczały zmniejszenie przestrzeni wystawienniczej, ale pozwoliły wyjść poza ramy i ograniczenia standardowego „white cube”. Strze­szynek – piękny park nad jeziorem położony blisko centrum miasta – drzemie w nim fantastyczny potencjał: warsztaty, plenery, sympozja, rezydencje artystyczne, park rzeźby. Możliwość wyjścia ze sztuką na zewnątrz, bliskiego, swobodnego kontaktu z odbiorcą – tego było mi trzeba. Opracowałam doskonale sprawdzającą się formułę cyklicznych spotkań pod nazwą „Summer Jam”: artystów z artystami, artystów z teoretykami, publiczności z każdą z tych grup. Do każdej edycji dedykowany jest temat przewodni, zapraszam ok. 10-14 artystów i podobną grupę teoretyków na ok. 10-dniowy pobyt. Tego rodzaju wydarzenia są niezwykle inspirujące: artyści mają okazję poznać się bliżej, pracować razem, nawiązać kontakty z naukowcami. Wykłady i prezentacje twórczości są otwarte dla publiczności, która ma niepowtarzalną okazję spotkania się z twórcami poza sztywną formułą wernisażu. Podsumowaniem każdej edycji „Summer Jam” jest też oczywiście wystawa z katalogiem.

 

Katarzyna Jankowiak-Gumna

]]>
Gruzja — to co porusza https://lesma.org/gruzja-to-co-porusza/ Fri, 31 Dec 2021 11:52:07 +0000 http://lesma.org/?p=1438 Na kolorowe zdjęcie soczystej sałatki z wielobarwnych pomidorów w orzechowym sosie posypały się cekiny nasion brzozy, by po chwili usiadł na nim tłusty i pękaty bąk. Jak sugestywny może być fotograficzny obraz rzeczywistości, niechcący tylko zbyt wyostrzony, że zdaje się, jakby cienie tej kompozycji zawarły w sobie jej pełen rozkoszy zapach a także klimat miejsca dojrzewania tych boskich owoców? Ten widok otumania mózg, ślina bezwolnie rusza, zaczynając trawienie bez jedzenia. Gruzińskie smaki. Fenomen obrazu? Tak. Choć nie zawsze to tak działa. 

 

Dalekie krainy, zapierające dech horyzonty, które próbujemy ogarnąć wzrokiem dookoła głowy. Skanowanie krajobrazu, badanie i rejestracja odległych punktów, linii i powietrznych przesłon tworzy jedynie iluzję – wyobrażenie przestrzeni.

 

Batumi, Morze Czarne

Prognozy pogodowe zapowiadają się słabo, plażowanie raczej symbolicznie w jakimś oknie, jeśli w ogóle. Pozostają niespieszne spacery promenadą, podziwianie przedziwnej, nowej, jasnej, futurystycznej architektury, pośród spatynowanych pamiątek przeszłych epok. Kamienie na plaży uniemożliwiają beztroskie snucie się, trzeba poruszać się uważnie. Miasto-port. Chwilowo wielka brytyjska jednostka wojenna wzbudza słuszne zainteresowanie, prawdziwy gigant – okręt wojenny. Mamy wojnę? Gdzieś daleko, za górami, zawsze toczy się jakiś konflikt. Ten statek jest tu na chwilę, wszyscy znają najnowsze doniesienia. Tu nie ma wojny, jest beztroska, palmy, zmiana warty, uroczyste mundury.

 

Targ rybny

Pracują tu głównie kobiety upodabniające się do sprawianych ryb. Obok ciąg restauracji, do których po chwili trafiają już oprawione ryby. Z targu na stół – najkrótsza droga. I wino. Czerwcowy upał razem z widokiem morza sprawia wyobrażenie bryzy, choć jej nie ma. Łagodne fale obiecują jakąś odległą, mglistą i tęskną perspektywę, która wciąga myśli i wzrok.

 

8-metrowa, ruchoma, stalowa rzeźba mężczyzny i kobiety, której twórcą jest Tamar Kvesitadze, czaruje niewidocznym niemal posuwistym ruchem zbliżania, przenikania i oddalania – jak w tym tańcu, w którym nie widać żadnych kroków, a jedynie sunięcie w jednostajnym tempie. Symboliczne przedstawienie romantycznej historii, miłości Alego i Nino. To nie jest baśń sprzed wieków, a raczej dość współczesna legenda. Ali, muzułmański arystokrata z Azerbejdżanu, i Nino, gruzińska księżniczka i… chrześcijanka. Kiedy połączyło ich uczucie, polityczne zawirowania sprawiły, że Ali musiał iść na wojnę i na niej zginął, a Nino… pozostała. Rzeźba czasem sprawia wrażenie nieruchomej, by po chwili mały ruch opowiadał dalszą część tej historii – już o rozstaniu i niebyciu razem. Zadziwiające, że mechanika tej formy tworzy tak wiele wersji opowieści, a w głowie każdego widza-świadka uruchamia jeszcze dalsze indywidualne ciągi. 

 

Kaukaz jest nie do ogarnięcia ani wzrokiem, ani umysłem. Ta daleka kraina górzysto-pasterska – wszystko, co pozbieraliśmy wzdłuż Drogi Wojennej w Gruzji – to pojedyncze nanizane na cienkie nitki wspomnień miejsca i smaki, zapachy i płynne zmiany ciśnienia, lodowce i różowe skały, wodospady i łąki pełne innych niż znane kombinacji kolorów, opuszczonych ruin, skupionych na sobie kościółków oraz drzew, które korzeniami spinają sprzeczne wersje zdarzeń ze sobą i razem tworzą lity twór tej ziemi. Wzbudza to raczej respekt, próbę zrozumienia, co tu się przez wieki przetaczało, wojny i najazdy, baśnie i bogowie, miód i motyle. Teraz wszędzie, na gruzach przeszłości, kwitnące pastwiska dla wolnych zwierząt. Krowy, konie i świnie wraz z przychówkiem mogą sobie swobodnie wędrować, nawet drogami dla nich nieprzeznaczonymi, zajadać się tylko tym, co smakuje, pić wodę z kałuży czy górskiego strumienia. Kaukaska wolność tak będzie mi się kojarzyć – ze swobodą zwierząt, przez które trzeba czasem czekać lub zwolnić, bo nikt ich tu nie przegania ani nie krzyczy. Nie wzbudzają nawet zniecierpliwienia. 

 

Gruzińska bajka, gdzie każdy toast jest nie tylko dziękczynny i afirmujący życie samo w sobie, ale i z morałem. Bez opowieści kielich spełnia tylko ten, co musi, a przecież każdy ma za co dziękować, choćby za spokojne niebo czy gwiazdy, które tu są bliżej, i za konie, których widok jest tu tak naturalny i powszechny, że w końcu przestaje dziwić. Podobnie jak wszechobecne psy. Psy na drogach, na wzgórzach, pod świątyniami, zabytkami w miastach i w zapadłych wsiach. Psy pilnują, stróżują i towarzyszą, cicho dołączając do ludzi, prowadząc nas, ich, przez góry, lasy, po drogach i ścieżkach. Niektóre wychudzone i okaleczone, z czipami w przyciętych uszach, inne regularnie podkarmiane przez podróżnych, kierowców, sklepikarzy. Zwykły widok, a tak zaskakująco odmienny od naszych pejzaży. 

 

Spokój tej krainy zadziwia. Skąd ten Stalin, skąd konflikty? Przecież obowiązuje tam powolne tempo pasterskie, pod gorącem słońca, przy blisko czterdziestu stopniach Celsjusza nie da się inaczej. Tylko jaszczurki w Skalnym mieście żyją w innym rytmie – to zastygają w bezruchu, to przebiegają drobnym kroczkiem po skałach, w których żyją. Zastygłe przez moment wydają się martwe, wytrzymując dociekliwe spojrzenia dłużej, niż nakazywałby instynkt przetrwania, pomykając – spłoszone jakimkolwiek ruchem, powiewem – błyskawicznie znikają w skalnych szczelinach, reagują na ruchome, z wolna przesuwające się cienie ludzi, którzy mozolnie i jednostajnie snują się po wypiaskowanych obłościach podłoża. Te dawno temu były schodami, dziedzińcami, podwórkami, teatrem, kramem, warsztatem. Czas zmiękczył krawędzie, zmydlił wszystko do przypuszczeń. Dziś tylko pionowe kolumny świadczą o rozmachu architektonicznym tego miejsca, wszystko inne o rozlanych kształtach powoduje, że ciężko się domyślić przeznaczenia poszczególnych nisz i jaskiń. Za to linia wijących się spiralnie schodów może jeszcze wzbudzić zachwyt – z jaką finezją ją poprowadzono.

 

Kazbek ukazał się łaskawie po dość długim oczekiwaniu pod ikoniczną dla całej Gruzji cerkiewką Cminda Sameba. To jak punkt honoru – wejść na wzgórze, dostąpić tych widoków ośnieżonych pasm Kaukazu, zobaczyć to cudo, które choć niewysoko, to droga niełatwa. Młodzi ludzie sprowadzają konie – ostrożnie i cicho. Na wzgórze można wjechać też nową drogą, jak cała odświętnie wystrojona rodzina, która przyjechała tu ochrzcić kilkuletnią dziewczynkę. Ceremonia w niezrozumiałym języku trwała długo i przypominała egzorcyzmy, dziecko zanosiło się płaczem, rodzice robili, co mogli, by małą uspokoić, a goście i duchowieństwo niewzruszeni towarzyszyli modlitewną pieśnią. Ikony, świece, kadzidło, modły wznosiły się i cichły, dziecko płakało.

 

Patrzyliśmy na spektakl chmur, by w pewnym momencie, bez żadnej pewności, dostrzec biały szczyt, tak wysoko, że świecił już w innej sferze, po chwili już przesłaniany woalem chmur. Może nam się tylko wydał, przywidział, na pewnej wysokości takie zjawiska są na porządku dziennym. Chcemy zapamiętać to światło i moment – odświętny.

 

Wszystkie wizualne wrażenia z tego miejsca dopełnia język, jego specyfika, swoista niedostępność, brak jakichkolwiek z nim związków i skojarzeń. Sam alfabet wygląda jak zbiór tajemniczych, krągłych symboli, może jedynie kojarzyć się z miękkim rysunkiem, ale jego znaczenia próżno by zgadywać – daleko i od cyrylicy i greki czy innych systemów. Tym bardziej niesamowite, że Gruzja jest stosunkowo niewielkim państwem o liczbie mieszkańców lekko ponad 4 miliony. Językiem gruzińskim posługuje się około 5 milionów ludzi i to on stanowi o całkowitej odrębności kulturowej tego kraju. Choć język ten wywodzi się z całej grupy języków południowokaukaskich to wydaje się jakimś tajnym kodem, sekretną mową, wielką tajemnicą. Zwykłe „dzień dobry” jest przez brak skojarzeń trudne do zapamiętania – gamardżoba – choć wywołuje uśmiech Gruzinów, nam łatwiej było użyć języka rosyjskiego, który nadal jest w szerokim zastosowaniu. Przez 10 dni usiłowaliśmy zapamiętać choćby „dziękuję bardzo” – didi madloba. Jak widać język ten nie jest podobny do niczego, co możemy kojarzyć w Europie. Nie usłyszymy ani melodii, ani głoski podobnej do rodziny języków słowiańskich, germańskich czy romańskich. Jednak w żadnym momencie naszej podróży nie stanowiło to problemu, jeśli nie body langauage, to angielski czy rosyjski w pełni pozwalały na ustalenie choćby w restauracji wszystkich koniecznych życzeń.

 

To był intensywny czas, w gorącym miejscu na pograniczu Europy i Azji, chwiejnie łączącym w sobie zalety oswojonej cywilizacji i nieogarniętej dzikości, choćby na krótko uwalniający od codziennych przyzwyczajeń, przeszywający górskim wiatrem wszystkie komórki ciała w Wysokim Kaukazie, ostro zmywający cały kurz zmęczenia pod wodospadami w okolicach Okatse, nawilżający młodym winem i sycący słonecznymi smakami nieznanych połączeń.

 

___
tekst: Światosława Sadowska
foto: Jerzy Sadowski

]]>
Piąta pora roku – festiwal https://lesma.org/piata-pora-roku-festiwal/ Thu, 19 Oct 2017 10:49:14 +0000 http://lesma.org/?p=684 GRA TOWARZYSKA

 

ZASADY GRY
• Gra towarzyska nie dla wszystkich.
• Wiek: od zera wzwyż (dzieci do lat 18 – wyłącznie za zgodą rodziców lub opiekunów, chyba że wyglądają poważnie).
• Ilość graczy: uzależniona od pojemności sali, minimum jeden.
• Uwaga: gra uzależnia i nie ma końca. Chodzisz, ile wlezie, przez cały rok. Chyba że jesteś chory, ale to w zasadzie nie jest żadne wytłumaczenie. Jeśli możesz chodzić, idziesz.
• Wygrywa każdy, kto chociaż raz zjawi się na dowolnym festiwalu. Najlepiej jednak odwiedzić kilka różnych.

 

Zaczynasz grę z jednego z czterech miejsc startowych (praca, dom, knajpa, wesele) i idziesz w dowolną stronę. Bardziej wyrafinowanym graczom, proponujemy użycie kostki i pionków do gry (najlepiej w różnych kolorach – dla odróżnienia graczy – chociaż nie jest to wcale konieczne). Kostką rzucasz. Jeżeli na kostce są kropki od 1 do 6 – trudno. Poruszasz się o tyle pól, ile pokaże kostka. Jeżeli znajdzie się chociaż jeden gracz, któremu nie odpowiadają zasady gry, ustanawia nowe. Jeżeli pozostali gracze nie akceptują tych zasad, każdy może ustanowić swoje i gra toczy się dalej.

 

Powodzenia!

gra

]]>